czwartek, 21 czerwiec 2018 07:05

Pierwszy skok, czyli "Spokojnie, z ziemią się jeszcze nikt nie minął"

W końcu nadszedł długo oczekiwany przez nas piątek 15 czerwca - pobudka, śniadanie, dobre słowo na otuchę od Pani Dyrektor i ruszyliśmy – tym razem na lotnisko do Krosna. Przed nami do pokonania 280 km, jakieś pięć godzin drogi. Wśród przepięknych krajobrazów województwa świętokrzyskiego i podkarpackiego podróż minęła w okamgnieniu. Tuż po przyjeździe uczestniczyliśmy w pierwszym, teoretycznym etapie szkolenia spadochronowego. W trakcie tego szkolenia dotarło do nas, że wkrótce wyskoczymy z w pełni sprawnego samolotu CESSNA lecącego 1200 metrów ponad ziemią i z tą świadomością położyliśmy się późnym wieczorem spać. A sen nadszedł później niż zwykle …

Następnego dnia bladym świtem udaliśmy się na dalszą część szkolenia – tym razem praktycznego, na którym nie mogło zabraknąć naszej maksymalnej koncentracji, ponieważ to głównie od niego zależało nasze bezpieczeństwo. Następnie jeszcze egzamin dopuszczający do skoku, po nim rejestracja, formularz, kogo powiadomić w razie wiadomo czego i czekanie na odpowiednie warunki pogodowe. Dookoła dokładnie tak, jak człowiek sobie wyobraża, duży hangar, a w nim składane spadochrony, kaski, stroje, plakaty, zdjęcia z powietrza i dużo uśmiechniętych ludzi. Przed hangarem leżaki, huśtawki i barek. Lotnisko w Krośnie to jedno z tych miejsc, do których wiele osób przyjeżdża miło spędzić czas, są żarty, opowieści. Skoki wydają się być niejako przy okazji. To oczywiście tyczy się tych, którzy szkolenie i pierwsze skoki mają już za sobą a i tacy byli również wśród nas. Dzielnie wspierając tych oddających pierwsze skoki, chętnie dzielili się własnym doświadczeniem. Obserwowaliśmy ludzi wsiadających do samolotu. Instruktorzy uśmiechnięci, rozbawieni sypali żartami, przybijali piątki ot, zawodowcy! Kursanci skoncentrowani, na niejednej twarzy malowała się mieszanka ekscytacji i strachu. „Spokojnie, z ziemią się jeszcze u nas nikt nie minął, trafisz na sto procent”- rozbrzmiewał jeden ze spadochronowych klasyków.

Samolot wystartował, wznosił się około 10 minut, po czym z dołu, na tle niebieskiego nieba widać było kolejno wyskakujące punkty. Mijało kilka sekund i pojawiały się otwarte czasze spadochronów. To, jak różnie ten czas mijał, gdy stało się na dole i gdy leciało się w powietrzu, było niezbitym dowodem na słuszność teorii względności.

Kilka minut później kolejne osoby wracały na ziemię, lądowały nieraz całkiem daleko od hangaru, jednak na każdej twarzy, niezależnie jak wyglądała przy wchodzeniu do samolotu, rysował się najszerszy uśmiech na świecie, który podobno nie schodzi przez tydzień. Zaczynamy dostrzegać uroki pracy instruktora w tej branży. Co pół godziny ktoś się do ciebie naprawdę szeroko uśmiecha, cieszy i, przynajmniej instynktownie, czuje, że zawdzięcza ci życie - to jest zupełnie rozsądny powód do radości i wdzięczności dla wszystkich Instruktorów SSSO, którzy się nami podczas tych skoków profesjonalnie zaopiekowali. Dziękujemy!

 Zapraszamy do galerii:

Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki
Skoki
Skoki Skoki